wtorek, 18 maja 2010

W obronie Stallmanizmu

Nie tak dawno przeczytałem artykuł z Ubucentrum.net traktujący o wypowiedzi RMS'a na temat bezpieczeństwa i prywatności. Muszę przyznać, że tym razem nie artykuł ale komentarze do niego wzbudziły we mnie największe kontrowersje.

Ze Stallmanem można się nie zgadzać, ale na pewno nie można ignorować tego co mówi bo niestety w wielu przypadkach ma rację i wiele jego przepowiedni się sprawdziła. Większość kontrowersji wynikających z jego wypowiedzi pochodzi jednak z ich niezrozumienia i wypaczenia przez kanały informacyjne, co skutkuje braniem RMS'a za dziwaka i fanatyka. A więc o co w tym wszystkim chodzi?

RMS jest twórcą wolnej licencji i stoi na straży jej przestrzegania. Licencja jest podstawą programów open source i zapewnia im bezpieczeństwo w świecie komercyjnego oprogramowania. Stoi także na straży bezpieczeństwa użytkownika i to właśnie stanowi podstawę do obaw Stallman wobec programów zamkniętych.

Przez wiele lat Linux uchodził za bastion nie do zdobycia przez ataki hakierskie i wirusowe na dane użytkownika. Bezpieczeństwo te oparte było w znacznej mierze na wolnym oprogramowaniu, po prostu każdy miał wgląd w kod programu i łatwiej było wyszukać niebezpieczne luki już w fazie testów. W opozycji do tego systemu stało zamknięte oprogramowanie. Program taki w momencie wypuszczenia finalnej wersji jest uważany przez twórców za ideał i jego luki będą dopiero testowane przez hakierów w przyszłości :) Oczywiście to jest uogólnienie tematu ale doskonale tłumaczy w jaki sposób programy open source dbają o swoje bezpieczeństwo. Jednak nie jest to regułą więc i po stronie open source są programy z lukami i po stronie komercyjnej bezpieczne programy ale statystyki mogą jednak wskazywać na to co napisałem wcześniej.

Doskonałym przykładem jest tu system openBSD, którego projektanci nie przewidują w ogóle w tym systemie zamkniętych sterowników. System może się pochwalić tylko dwiema lukami, które zostały zauważone w systemie na przestrzeni 10 lat, a które udostępniały zdalny dostęp do systemu, co może świadczyć o jego zaawansowanym poziomie bezpieczeństwa. No ale BSD to nie Linux, a tu sytuacja przedstawia się zgoła inaczej.




Linux osiągnął dość dużą popularność wśród systemów open source także dzięki możliwości instalowania zamkniętych programów i sterowników. Doskonale uzupełniały one luki, które były przeszkodą do używania tego systemu przez użytkowników porzucających Windowsa przyzwyczajonych do innych standardów. Tylko, że te programy tworzyły otwarte drzwi dla zewnętrznych ataków i jedynym zabezpieczeniem pozostały zaawansowany struktury bezpieczeństwa Linuksa, które do tego nie dopuszczały. Jednak o ile nasze dane były bezpieczne dzięki koncie roota to powstało nowe zagrożenie, albo raczej pojawiły się czarne chmury.

I to dosłownie. Cloud computing powoli wkracza w nasze życie. To właśnie on jest na celowniku RMS. Systemy takie jak ChromeOS pozwalają nam przechowanie naszych danych w rozległej sieci internetowej i mieć do nich dostęp z każdego urządzenia, które ma kontakt z internetem. To jest dość wygodne ale czy bezpieczne dla naszej prywatności? Developerzy Google'a kuszą nas darmowością takich usług, ale czy rzeczywiście wszystko jest darmowe i przede wszystkim szanuje naszą prywatność? Obawiam się, że nie!

Zacznijmy od darmowości takich usług. Google nie pobiera za nie żadnych opłat (przynajmniej w wersji standard) ale w zamian musimy się przyzwyczaić się do wszechobecnych reklam, których znaczenie większość użytkowników ignoruje, jednak pozwalają one Google wyrosnąć na światową potęgę. Podobno drogę przeszedł kiedyś Microsoft wciskając pierwsze wersje DOSa producentom sprzętu za psie grosze dzięki czemu udało mu się zdominować rynek. Darmowe usługi to wersje demo po jakimś czasie użytkownik tak wciągnie nowe zarządzanie danymi, że będzie potrzebował większych skrzynek i w końcu i tak zacznie płacić. Ale to dopiero przyszłość w tym czasie Google ograniczy nam wybór do własnych usług, ktoś kto chciałby wstawić film z Youtube na Wordpressie wie o co mi chodzi (nie mówię, że się nie da po prostu jest to o wiele trudniejsze niż na Bloggerze). W ten sposób nasza prywatność zostaje ograniczona (Brzmi znajomo? Mr. Gates się kłania!). Oczywiście ktoś powie, że wtedy jak grzyby po deszczu powstaną konkurencyjne serwisy ale czy będą one się mogły równać z gigantem z taką promocją i tu wracamy do punktu wyjścia czyli dominacji Windowsa.

Wspomniana wyżej popularność ma też kluczowe znaczenie i jest obiektem wywodów Stallmana, który wszędzie gdzie tylko można namawia do używania oprogramowania open source. Wystarczy przyjrzeć się popularnym środowiskom graficznym: te, które cieszą się największą popularnością zyskują na rozwoju względem mniej popularnych np. E17, Fluxbox. Po prostu większa liczba użytkowników to większa szansa wyłapania błędów programu i co za tym idzie większe wsparcie ze strony społeczności, która zna się na programowaniu i wiele wnosi do projektów czasami stając się częścią zespołu. Tu dziwię się osobom tak nawołującym do agitacji za zamkniętym oprogramowaniem na Linuksa, ponieważ ma to się przyczynić do wzrostu jego popularności. Jest to dość pokrętne tłumaczenie. Kiedyś była popularna dyskusja o tym jak ubogi jest Open Office w stosunku do komercyjnego MS Office, teraz nagle okazuje się, że bardzo popularny staje się Google Docs ze swoim jeszcze uboższym interfejsem i możliwościami edycji i gdzie się podziała dawna dyskusja. Okazuje się, że ludziom wcale nie potrzebny jest Photoshop do obróbki zdjęć z wakacji. Więc cała ta dyskusja o wyższości komercyjnego oprogramowania nad otwartym nie ma wcale znaczenia w większości przypadków. Oczywiście wiele osób nadal będzie potrzebować zaawansowanych opcji Photoshopa tylko, że takie osoby stać zazwyczaj i na oryginalnego Windowsa i na dobry komputer i program za kilka tysięcy złotych. Ściąganie pirackich wersji tego programu buduje tylko jego potęgę jako najbardziej popularnego, czego mu nie zazdroszczę ale dzieje się to kosztem programów, które w znacznym stopniu wystarczą przeciętnemu userowi.

Sam nie jestem bez winy. Używam Chrome, który w pełni otwarty nie jest ale nie ma dla niego konkurencyjnej alternatywy o podobnych możliwościach, na takiej zasadzie używam taż Dropboxa. Tylko na horyzoncie majaczą już w pełni sprawne wersje Rekonq i ownCloud, które mam nadzieję zastąpią mi te braki i w miarę moich sił będę je popularyzował. A wy co o tym sądzicie i jaki jest wasz stosunek do tego tematu?


=-=-=-=-=
Powered by Blogilo