poniedziałek, 4 października 2010

PromoLinux cz. 2. -GNU/Linux

Historii ciąg dalszy...

Opracowanie przez Torvaldsa jądra dla GNU było milowym krokiem w jego rozwoju. Sam twórca nigdy nie spodziewał się, że jego dzieło będzie stanowiło o wielkości Wolnego Oprogramowania. Jednak w końcu open-source pod nazwą GNU/Linux mogło wreszcie zagościć na większości popularnych architekturach sprzętowych. Zauważyły to też duże firmy, jak IBM i Novel, które wkrótce zaczęły wspierać Fundację Wolnego Oprogramowania i Fundację Linuksa pieniężnie i co ważniejsze wsparciem informatycznym. Krok ten był podyktowany chęcią uwolnienia się spod monopolu Microsoftu, który już zaczynał powoli wchodzić w dziedziny zarezerwowane dotychczas przez te firmy.
W tym okresie GNU/Linux wchodzi także na rynek komercji, gdzie najznamienitszym przykładem jest firma Red Hat dostarczająca Linuksy na rynki serwerowe. Bezpieczeństwo i stabilność systemu pozwala stworzyć solidną konkurencję dla Microsoftu, który przegapił swego czasu zwrot w dziejach informatyzacji nazwany powszechnie Internetem. Linux powoli zaznacza swoje miejsce na serwerach. Jednak Microsoft buduje swoją popularność przede wszystkim na rynku desktopów. Wprowadzony, za darmo w Windowsie 95, MS Word okazuje się strzałem w dziesiątkę. Wkrótce ukazuje się jego komercyjne wydanie, które wraz z kilkoma innymi programami wchodzi w skład pakietu MS Office. Microsoft względnie tanim oprogramowaniem zabiera klientów firmie Apple, wchodząc później w dziedzinę w której Apple nie miało konkurencji, czyli DTP.

W tej dziedzinie Linux nie ma nic do zaoferowania wartościowego. Zresztą pozostaje systemem dla programistów i innej maści geeków. Powodem tego jest za bardzo trudny proces instalacji i konfiguracji systemu oraz oprogramowania. Mniej więcej w połowie lat dziewięćdziesiątych Red Hat uwalnia wersję rozwojową Red Hat Enterprise Linux, czyli Fedora Core, oraz Novell - openSUSE. Systemy przeznaczone do zastosowań niekomercyjnych, z ułatwioną obsługą opartą na skonfigurowanym pulpicie szybko zyskują na popularności.

Jednak prawdziwym wyzwaniem staje się, utworzony w tym samym okresie, Debian. Dystrybucja, utworzona w ramach społeczności open-source i dla społeczności, szybko zyskuje popularność min. swoim ideałami. Debian wkrótce zyskuje chyba najbardziej bogatą społeczność użytkowników, którzy gotowi są pomagać innym tworząc darmowe wsparcie techniczne. Debian staje się symbolem Otwartego Oprogramowania i wprowadza Linuksa do pokojów zwykłych śmiertelników.

Sam mam dość ciepłe zdanie o Debianie, ale niektóre z jego założeń nawet mi nie przypadły do gustu. Jednym z takich minusów jest względnie długi okres wydawania stabilnej wersji programu. Stare pakiety zapewne zapewniają jakąś stabilność, lecz często nowa wersja naprawia niektóre błędy i tworzy nową funkcjonalność, która staje się standardem (np. obsługa nowych kodeków przez odtwarzacze). Z podobnego założenia wyszedł Mark Shuttleworth, który stał się nowym graczem na rynku tworząc firmę Canonical i system Ubuntu.

Powstanie Ubuntu spowodowało wzrost popularności Linuksa na szeroką skalę. Ubuntu przejęło z Debiana to co w nim najlepsze, czyli proste w budowie i instalacji pakiety DEB, Apta, bogate repozytorium programów zbudowane na podstawie testowej wersji Debiana. W jednym z pierwszych wydań pojawił się też graficzny instalator, częściowo konfigurujący system. To wszystko złożyło się na dużą popularność wśród mało obeznanych z Linuksem użytkowników, którzy chcieli spróbować swoich sił w nowym środowisku.


Ubuntu nie pozbawiony był też wad, które stały się obiektem kpin ze strony zwolenników innych dystrybucji. Po pierwsze Ubuntu było zaraz po instalacji prawie w pełni skonfigurowane. Ta zaleta miała jednak skutek uboczny w postaci ociężałości systemu w stosunku do konkurencji. Drugą wadą był półroczny cykl wydań, który sprawił, że nowe wersje balansowały na granicy niestabilności, ale za to rekompensowane to było świeżością oprogramowania. Krótko mówiąc system stał się tym, na którym stawia się pierwsze kroki i to przyciągnęło do niego rzeszę użytkowników, którzy o Linuksie dopiero co usłyszeli.

Wielu użytkowników, zaczynając na Ubuntu, wkrótce poznawali także inne dystrybucje. Także deweloperzy innych systemów zauważyli swoje niedociągnięcia i wkrótce np. zaczęto stosować na szeroką skalę graficzne instalatory i inne udogodnienia dla nowych użytkowników. Obecnie większość dystrybucji Linuksa jest nie mniej przyjazne w użytkowaniu, dla przeciętnego usera co Ubuntu. Ubuntu jednak rozpoczęło swój marsz w stronę wielkiej popularności. Deweloperzy zaczęli naprawiać błędy pierwszych wydań. System zaczął być bardziej zoptymalizowany i pojawiły się wydania o długoterminowym wsparciu uznawane za stabilniejsze. Ten rozwój zmusił także deweloperów oprogramowania do szybszych wydań swoich programów aby nadążyć za wydaniami nowych wersji Ubuntu (np. KDE 4). W tym celu Canonical nie szczędził środków wsparcia zwłaszcza dla swojego flagowego środowiska GNOME, które obecnie stało się najpopularniejsze.

***

Tak przedstawia się krótki zapis rozwoju Linuksa i Ubuntu. Teraz wchodzimy w nową erę. Canonical staje się firmą skupiającą większość popularności przeznaczonej dla oprogramowania open-source. Powoli zaczyna także zauważać, że czas odrobić zainwestowane fundusze, wprowadzając do systemu płatne rozwiązania. Nie uniknięto też z zerwaniem ze społecznością decydując się na wsparcie zamkniętych rozwiązań. Krótko mówiąc Linux wchodzi w nową erę. Zaczyna tworzyć konkurencję dla komercyjnych rozwiązań, przy czym zrywa z dawnymi ideałami. Nie można zauważyć jego rosnącej popularności, ale czy droga zarezerwowana dla Microsoftu jest dla niego tą właściwą? Ja twierdzę, że nie i w następnych artykułach chciałbym przedstawić spojrzenie na marketingową wizję rozwoju Linuksa,co może nam przynieść w przyszłości i czy nie ma innych środków niż droga w komercję i zamykanie kodu.

Sam jestem zwolennikiem Wolnego Oprogramowania jednak w kontaktach z innymi podmiotami stosującymi restrykcyjne licencje trzeba w jakimś stopniu iść na ustępstwa. Swoje artykuły piszę jako zwykły użytkownik Linuksa, choć mam niejaką wiedzę na temat marketingu (kończyłem stosunki międzynarodowe, ze specjalizacją - marketing polityczny), ale nie uważam tego za podstawę wiedzy w tej dziedzinie. W tym i poprzednim artykule dość swobodnie trzymałem się dat i w ogóle chronologii. Osoby zainteresowane tematem zapraszam do lektury artykułów:

http://jakilinux.org/felietony/historia-rozpowszechniania-oprogramowania/

http://jakilinux.org/felietony/historia-rozpowszechniania-oprogramowania-cd/

...gdzie zostało to przedstawione bardziej szczegółowo. Naprawdę bardzo ciekawa lektura. Następna część artykułu będzie nosiła tytuł: Koszt zamkniętych aplikacji.

=-=-=-=-=
Powered by Blogilo