piątek, 29 października 2010

PromoLinux cz. 8 - Mint na rozstajach

Fot. Daniel "Tracerneo" Ziólkowski
Obecnie mamy dość ciekawy rok w Linuksie. Rok rozwodów. Chakra separuje się od Archa, Oracle porzuca Open Solarisa, za co open-source zrywa z OpenOffice dla Libre Office, deweloperzy Mandrivy opuszczają ją dla Magei, Canonical porzuca GNOME dla Unity. W tę tendencje wpisuje się także Mint, który w przyszłości chce porzucić Ubuntu na rzecz Debiana.
Do tej pory myślałem, że powstanie Minta było konsekwencja tego, co stworzyło Ubuntu, czyli uczynienia z dobrej dystrybucji jeszcze lepszej poprzez lepszą konfigurację, umożliwiając korzystanie z systemu także mniej zaawansowanym użytkownikom, lub poprzez dodanie własnych narzędzi i pomysłów, które nie są do przyjęcia przez deweloperów forkowanej dystrybucji. Jednak chyba się grubo pomyliłem, bo po wypowiedziach Miętusów na ich forum, z okazji wydania debianowej wersji tego systemu, zaczynam myśleć, że Ubuntu, który był podstawą dla Minta, od początku nie był lubiany przez fanów tej dystrybucji.

Tak, ten artykuł jest FUDem w najczystszej postaci i zapewne tak zostanie odczytany przez wielu użytkowników Minta. Ja jednak chciałem się odnieść do całkiem innej sprawy. Kiedyś deweloperzy Linuksa lubili się chwalić na różnych blogach i grupach dyskusyjnych o każdej zmianie w ich dystrybucji. Nawet najdrobniejsza zmiana w kodzie była zaraz publikowana przez autora i stanowiła zapowiedź nadchodzących zmian. Obecnie coraz częściej deweloperzy starają się pracować za zamkniętymi drzwiami przez co o nowościach dowiadujemy się tuż przed premierą. Niestety muszę tu przyznać, że ten sposób prezentowania informacji coraz bardziej przykleja się do Canonical, które świetnie manipuluje rynkiem informacji na temat swojego systemu. Nowości w tym systemie można przetestować dopiero przed premierą, co oznacza, że w momencie wydania finalnej wersji serwisy opiewają nowe ficzery wydania, a o tym, że dużo z tych nowości posiada masę błędów użytkownik dowiaduje się dopiero po kilku miesiącach, gdy nowy system zaktualizował już starą wersję.


W ten trend wpisuje się także skąpa liczba informacji, dlaczego tak naprawdę Mint chce zastąpić Ubuntu Debianem, co niestety przekłada się późniejsze opinie fanów tego systemu, którzy nie wiedzą o czym piszą chwaląc nowy system ale to wcale nie jest ich wina, po prostu deweloperzy nie mają zamiaru wyprowadzać ich z tego toku myślenia w końcu nagonka na Ubuntu da podstawy do tego, żeby szybciej zaakceptowali nową drogę dystrybucji, a prawdziwe motywy tej zmiany pozostawimy niejasne.

***

Tuż po wydaniu pierwszego wydania testowego Mint-Debian (LMDE), guru polskich Miętusów, czyli mati75 poinformował o tym fakcie prawie wszystkie serwisy linuksowe. W tej zapowiedzi znalazły się dziwne słowa, na które do tej pory nie doszukałem się jasnej wypowiedzi.
@mati75:...żeby nie owijać w bawełnę Mint z powodu zmian w Ubuntu dużo traci.

No to są mocne słowa zważywszy, że Mint od początku był takim poprawionym Ubuntu z natywnie zainstalowanym zamkniętym oprogramowaniem i indywidualnym wyglądem. W każdym razie Ubuntu i jego repo było podstawą tożsamości Minta od początku, czyli z tego wygląda, że tak naprawdę pomysł stworzenia dystrybucji bazującej na Ubuntu było chybione od początku i sorry, że w ten sposób przyciągnęliśmy do siebie użytkowników tego systemu, którzy szukali w Mincie takiego poprawionego Ubuntu. Kluczowym słowem w tej wypowiedzi są "zmiany" jednak do tej pory nie wiem, które to zmiany. Ubuntu ewoluował z każdym wydaniem. Jedne z tych zmian przypadły do gustu użytkownikom inne nie. W każdym razie system ten nadal rośnie w siłę co oznacza, że na miejsce niezadowolonych napływa jeszcze więcej osób, którym zmiany pasują. Mint musiał jednak mieć własną wizję rozwoju Ubuntu, ale chyba inną niż Canonical skoro woli Debiana.
@aviaton: Ja od początku twierdziłem ze solą w oku Minta jest właśnie Ubuntu ,a tak ogólnie zgadzam się trzeba coś z tym zrobić przynajmniej próbować.

Jak już pisałem, ani w oficjalnych ogłoszeniach, ani na forum Minta nie doszukałem się racjonalnych pobudek mających świadczyć na niekorzyść zmian w Ubuntu. Jednak w wielu wypowiedziach użytkowników pojawiło się ciekawych teorii, które postanowiłem opublikować między wierszami i wysnuć z nich jakiś wniosek, może właśnie one przybliżą mnie do właściwych motywów deweloperów.
@eses007: Gdyby Mint zmienił rodowód na rzecz Debiana, byłoby miło. Ubuntu zaczyna schodzić na psy z każdym kolejnym wydaniem.

Mint wiele zrobił aby uczynić z Ubuntu system dla początkujących użytkowników. Dodając do systemu zamknięte kodeki, Flasha, czcionki i inne sporo się naraża. Nie wiem jaki jest status Minta w USA i czy może on na przykład być dodawany jako preinstalowany system do komputerów bo z tego co się orientuję takie na przykład dvdcss jest tam chyba zakazane. W każdym razie dla zwykłego użytkownika jest to bardzo pomocne. Ubuntu także wiele zmienił w swojej dystrybucji w ostatnich wydaniach. Przede wszystkim od ostatniej wersji mamy możliwość instalacji kodeków bezpośrednio z poziomu instalatora. Co prawda nie działa to jeszcze tak jak powinno (przynajmniej w Kubuntu) ale tu już poważny krok w przód tym bardziej, że jest na korzyść osób, które same chcą zdecydować jakie zamknięte oprogramowanie znajdzie się na ich desktopie. Canonical dużo uwagi poświęca także Ubuntu Software Center, które znacznie przewyższa Mintinstall pod każdym względem. Jeśli zaś solą w oku ma być Unity to przecież nikt do niego nie zmusza deweloperów Minta, którzy mogą wybrać także tradycyjny desktop Ubuntu, lub GNOME-Shell dla swojego systemu. Obawiam się, że te wszystkie nowości za bardzo wchodzą na podwórko Minta sprawiając, że różnica pomiędzy tymi systemami powoli się zaciera, co prowadzi do sytuacji, że nowi użytkownicy chcą system oryginalny, a nie jego kolejnego forka z innym wyglądem. Ale może Ubuntu ma jednak wady...
@sir_lucjan: Zależności inaczej wyglądają i pewnie nie ma takich cyrków typu plymouth.

W całej tej dyskusji "problem zależności" przewija się wielokrotnie. Odnoszę wrażenie, że użytkownicy Minta chętnie pozbyliby się wszystkich zależności w programach uważając je za samo zło. Niestety z większości wypowiedzi wynika, że osoby je wypowiadające nie mają w ogóle pojęcia czym w ogóle zależności są. Każdy system Uniksowy dąży do budowania zależności. Jest to bardzo wygodne bo pozwala na przykład wykorzystanie bibliotek środowiska do tych samych programów bez potrzeby dublowania ich w systemie przez co system nie musi uruchamiać takich samych bibliotek w tym samym czasie, w konsekwencji jednak dochodzi do sytuacji, gdy w obcym środowisku dociągane są biblioteki z innego, które nie są wykorzystywane. Większość systemów, także Ubuntu pozwala na zainstalowanie programu bez dociągania zależności, ale spowoduje to, że program będzie okrojony z funkcji, które wprowadzają niektóre moduły np. Digikam nie będzie miał możliwości "geotagowania" zdjęć. Sztukę takiego budowania programów posiadają użytkownicy Gentoo i Archa, którzy wiedzą jaka część programu nie będzie przez nich wykorzystywana i w konsekwencji można ją wydzielić w innym pakiecie. Niestety użytkownicy Minta tej tajemnej sztuki nie znają skoro nie chciało im się pofatygować na stronę z pakietami Debiana (http://packages.debian.org/testing/) i porównania ich z Ubuntu (http://packages.ubuntu.com/maverick/). W dużej mierze są to praktycznie lustrzane repozytoria, w których programy posiadają identyczną liczbę zależności. Tak, różnice występują na niekorzyść Ubuntu ale są to nieliczne wyjątki. Paczkujący Ubuntu to nie debile, oni zdają sobie sprawę, że ten system jest wybierany przez początkujących użytkowników i dla nich tworzą rozbudowany system zależności, który ma załatwić sprawę szukania po repozytorium paczki przez którą jakiś program nie posiada potrzebnej funkcji.

Ale opuśćmy dość obszerny temat zależności, który nawet dla deweloperów nie jest powodem do zmiany systemu, ponieważ...
@mati75: Nawet niestabilny Debian jest bardziej stabilny niż ubuntu. Wiem po sobie.

Mati zapewne wie co mówi. Na różnych systemach zjadł już wszystkie zęby. Sam zresztą korzystałem z jego wielu rad dotyczących Fluxboksa. Jednak ta wypowiedź (znowu nie uzasadniona) to dla mnie kolejny FUD, który tylko wprowadza błąd użytkowników Minta i sprawia, że wypisują kolejne głupoty na swoim forum. Zarówno LMDE jak i kolejne wydanie Ubuntu budowane są na podstawie tego samego repozytorium Debiana testinga. Z tego wygląda, że deweloperzy Ubuntu celowo psują paczki Debiana bo nie mają co robić przez pół roku. Prawda jest taka, że Ubuntu co pół roku zamraża paczki Debiana i na ich podstawie przez pół roku testuje, czy ich testowe pochodzenie nie będzie miało wpływu na finalne wydanie. Natomiast nie jest tajemnicą polishynela, że do Debiana testinga często trafiają paczki, które potrafią rozwalić cały system. Debianowcy używający wersji testing, wiedzą jak przywrócić system po takiej akcji i są na to przygotowani. Jednak wątpię w taką gotowość u użytkowników Minta skoro jeden z testujących LMDE sam przyznał, że musiał od nowa instalować system bo zawaliły sterowniki graficzne. Ja bym się pochlastał jakbym nie mógł przywrócić starszej wersji sterowników i w konsekwencji spędzić kilka następnych godzin nad konfiguracją nowego systemu. Także Debianowcy przygotujcie się, czeka was prawdziwy zalew nowych użytkowników na forum. Przypominam tu, że LMDE będzie korzystał bezpośrednio z repozytorium Debiana, nie będzie tu żadnego opóźnienia mogącego wstrzymać aktualizację pakietów jeśli okażą się niestabilne.

W końcu jednak mati75 podał prawdziwa przyczynę przejścia Minta w ramiona Debiana.
@mati75: Choćby jak niżej kolega piszę zależności, głupia polityka Canonical np. wydawanie systemu co pół roku itd.

I tu jest pies pogrzebany. Wydawanie Ubuntu co pół roku to główna cecha systemu Canonical i wbrew pozorom nie jest to wcale wada tego systemu. Linux rozwija się coraz szybciej, programy z miesiąca na miesiąc otrzymują nowe właściwości, które są zachętą dla użytkowników aby ci zaktualizowali je do nowej wersji. Wbrew pozorom starsze wersje nie są wcale stabilne. Po kilku latach użytkowania takiego programu użytkownik wyłapuje wiele błędów, które nie mogły być wykryte wcześniej. Niestety poprawki do takich programów trafiają dopiero w następnej wersji, która posiada już całki inny system zależności niż stare, stabilne środowisko, więc nie mogą trafić do wydania stabilnego. Dodatkowo nowe wersje posiadają dodatkowe wsparcie dla nowo-powstających standardów np. kodeków, które są poza zasięgiem stabilnego wydania. Zauważyli to min. twórcy środowiska KDE SC, którzy także wydają kolejne wersje co pół roku, właśnie z tego powodu.

Debian wydając wersję stabilną z długoterminowym okresem wsparcia, musiał stworzyć kilku-dzielne repozytorium dla testowania nowych wersji. Sprawiło to, że użytkownicy tego systemu zaczęli częściej korzystać z Testinga niż stable bo okazało się, że Testing jest bardziej stabilny dla niektórych niż przestarzałe pakiety. Z tego powodu Debian także postanowił skrócić czas mrożenia niestabilnego repozytorium. I tu niestety wychodzi na to, że Ubuntu miało rację, więc gdzie ta "głupia polityka"?

Odpowiedzią jest słowo "marketing". Co pół roku Canonical ogłasza święto dla prasy internetowej i wtedy ujawnia wszystkie informacje związane z finalnym wydaniem. Serwisy internetowe karmione przez pół roku tylko najbardziej kontrowersyjnymi informacjami mają okazję przekonać się o prawdziwym obliczu wydania. Niestety mają na to mało czasu, którego starcza tylko na krótką notatkę będącą skrótem najważniejszych informacji udostępnionych im przez Canonical. Mają tylko jakiś miesiąc na testy, a potem nie starcza już czasu na ich publikację bo Canonical znowu rozpoczyna swą kampanię twierdząc, że oni wszystko wiedzą o ujawnionych błędach i te będą naprawione w przyszłym wydaniu, o którym już teraz można wiele powiedzieć jakie to ono nie będzie.

Mint ma ciężki orzech do zgryzienia. Ma tylko kilka miesięcy na wymyślenie czym przebije ofertę Canonical. Dłuższy czas prac nad nowym wydaniem Minta sprawia, że użytkownicy już dostają w tym czasie do ręki wersję testową Ubuntu i wiedzą czym przebije tym razem Canonical Minta za kilka miesięcy juz w następnym wydaniu. W przypadku Debiana Mint będzie miał pole do popisu. Debian nie reklamuje swojej linii Testing bo nie powinna ona obchodzić zwykłych użytkowników. Mint może więc ustalić swój własny tryb wydań. Ktoś może mi zarzucić, że LMDE będzie dystrybucją ciągłą i nie będzie mowy o wydaniach. Śmiem się nie zgodzić. Deweloperzy muszą co jakiś czas wydać wersję ISO swojej dystrybucji ponieważ inaczej nowi użytkownicy zmuszani byliby do dociągnięcia po instalacji zbyt dużej ilości poprawek. O tym jednak co jaki czas będzie wydawana nowa wersja leży w gestii deweloperów i mogą swobodnie tym faktem manipulować, ponieważ nie są związani z analogicznymi wydaniami Debiana.

Inna sprawa, że Debian to dość ubogi w programy konfiguracyjne system, którego użytkownicy wolą korzystać z konsoli do takich celów niż instalować jakieś konfiguratory, które tylko zamulają system. Mint będzie tu miał wielkie pole do popisu dodając do Debiana swoje narzędzia, które wcześniej dodał już do Ubuntu. Co innego dawne Ubuntu, tu Canonical zaczyna proponować własne, lepsze rozwiązania i okazuje się, że wszystko co Mint do tej pory zrobił żeby polepszyć Ubutnu jest nic nie warte.
@sir_lucjan: Fak yea, o to chodzi

Zważywszy na to, że Isadora 9 jest wydana ze wsparciem LTS, nawet jeśli Mint przejdzie na Debiana jeszcze w tym roku będzie musiał utrzymywać Minta Ubuntu jeszcze przez co najmniej dwa lata na swoich stronach. Specjalnie zacytowałem tu kilka osób z Forum Minta, bo tak mi przyszło na myśl jak się potem będą tłumaczyć. Że utrzymują bezwartościową dystrybucję, a polecają tę na Debianie? No chyba, że Isadora po jakimś czasie zakończy żywot jeszcze przed końcem wsparcia LTS, ale wtedy chyba nie byłoby to w porządku wobec osób, które tę wersję jeszcze będą posiadały na dyskach.

I jeszcze jedno. Według mnie Debian-testing do dobry system ale chyba raczej dla hobbystów, którzy lubią grzebać w systemie nie zważając do jakich problemów z niestabilnością może to doprowadzić. Nie wnikam w stopień zaawansowania użytkowników Minta, bo na ich forum można znaleźć całkiem ciekawe opisy How-To, których nie ma nigdzie indziej, co znaczy, że wielu z nich to bardzo zaawansowani Linuksiarze. Nie znalazłem jednak informacji jak długo Mint ma zamiar jeszcze trzymać się Ubuntu, ale z hurraoptymistycznych wypowiedzi użytkowników można wywnioskować, że chyba niedługo się z nim pożegnają. Testing natomiast może sprawić wiele kłopotów mniej zaawansowanym użytkownikom i raczej nie będą zadowoleni, gdy podczas aktualizacji wywali im system, a oni np. będą chcieli jeszcze dziś napisać na nim pracę domową do szkoły lub sprawozdanie do pracy i stąd moje pytanie:

Zważywszy, że głównym celem transformacji Minta ma być ciągłość repozytorium i załatanie problemu zbyt wielu zależności - Dlaczego nie Arch? Po pierwsze Arch posiada także ciągłe repo, tylko on dzieli te repozytorium na stabilne i niestabilne. Stabilne repo Archa to chyba lepszy wybór niż testing Debiana. Po drugie: Arch ma znacznie lepiej rozwiązany problem zależności co świetnie widać po KDE-mod, które jest najlepszą wersją jeśli chodzi o wydzielenie metapakietów na odrębne części. Po trzecie: Arch nie posiada praktycznie żadnych konfiguratorów graficznych co daje duże pole do popisu twórcom Minta, którzy wzorem Chakry mogą świetnie ucywilizować ten system dla przeciętnego użytkownika.

***

No dobrze było trochę FUD teraz należy się wyjaśnienie. Sam nie jestem przekonany do nowej drogi Canonical, która spotyka się z coraz większa krytyką użytkowników Linuksa. Ze swojej strony więc bardzo kibicuje nowemu wyborowi Minta, być może dzięki temu system ten stworzy własną, bardziej atrakcyjniejszą tożsamość dla przyszłych użytków. Jednak takie przykłady jak podałem powyżej są tylko wynikiem niedopowiedzeń jakie powstają, kiedy użytkownik nie jest dostatecznie uświadamiany przez deweloperów lub jak w tym przypadku opiekunów forum co do istoty zmian. Być może się mylę w wielu punktach, które napisałem powyżej ale proszę mi to wytłumaczyć jasno, a nie słowami rzucanymi w komentarzach bez żadnych przykładowych uzasadnień. Według mnie to nie tylko przywara Miętusów ale także i użytkowników Ubuntu, którzy lubią snuć teorię o wyższości swojego systemu nad innymi snując teorie czego to nie będzie wkrótce w nowym wydaniu Ubuntu i co się kluje w głowie pana M.S. Jak dla mnie to pierwszy krok do rozpoczęcia kolejnej wojny na poletku FUD.

Pamiętam jeszcze jak zaglądałem na forum Debiana szukając pomocy, której nie mogłem znaleźć wśród Ubuntowiczów. W odpowiedzi słyszałem zazwyczaj: "Ach Ubuntu to przecież prawie tak jak Debian, spróbuj to zrobić tak...". Teraz coraz częściej słychać takie teksty jak: "Nie używaj tego g..., zainstaluj [tu wstaw nazwę systemu] tam wszystko działa". Tylko, że mi to się za bardzo kojarzy z poradami na temat Windowsa, gdzie często zamiast pomocy w rozwiązaniu problemu proponowana nam jest reinstalka systemu.

PS. Z przekory nie użyłem tu pełnej nazwy systemu, czyli Linux Mint, ciekawi mnie po prostu czy deweloperzy nie zmienią teraz nazewnictwa na GNU/Linux Mint idąc dalej tropem upodobniania się do Debiana.

=-=-=-=-=
Powered by Blogilo