piątek, 8 października 2010

PromoLinux cz.4. - Statystyki

Dokładnie kiedy kończyłem pisanie poprzedniej części PromoLinux z zapowiedzią tej publikacji, na Omg!Ubuntu! ukazał się ciekawy artykuł doskonale wpisujący się w tematykę tego posta. Chodzi o kolejną próbę policzenia użytkowników Linuksa i wykazania, że jest nas o wiele więcej niż przysłowiowy 1%.

Osobiście nie popieram takich praktyk z kilku powodów. Po pierwsze, w związku z tym, że takie próby są ogłaszane tylko poprzez nieliczne serwisy, który nie skupiają wokół siebie całego rynku linuksowych użytkowników nie mogą one liczyć na duże powodzenie, a co za tym idzie miarodajne wyniki. Po drugie jak wcześniej wspomniałem takich prób było już kilka, większość upadła z powodów wspomnianych powyżej (1-milion-tux) i wreszcie po trzecie ogłaszanie takich akcji przez serwisy, które wzięły się nie wiadomo skąd rodzi podejrzenia, o zwykłą próbę wyciągnięcia adresów e-mail od głosujących.

Niewiele osób wie, że od dawna istnieją oficjalne liczniki zarówno użytkowników Linuksa, jak i Ubuntu. Rejestrując się w nich można otrzymać nawet własny numer rejestracyjny, co dodatkowo motywuje do wpisania się na listę. Jednak nawet one nie cieszą się aż taką wielką popularnością właśnie ze względu na małą wiedzę wśród użytkowników, co prowadzi nas do konkluzji, że takie akcje mają nikłe szanse powodzenia.

To tyle jeśli chodzi o liczniki. Jednak we wspomnianym artykule przypomniano, znaną już statystykę "wyprodukowaną" przez Microsoft. Statystyka ta doskonale wpisuje się w powiedzenie "Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, okropne kłamstwa i statystyki (by Benjamin Disraeli). Liczby statystyczne nie są właściwą wykładnią dla nauki, a tym bardziej biznesu. Właściwie wszystko zależy od tego jak zostały przeprowadzone badania i czy wzięła w nich udział właściwa grupa reprezentacyjna.

Wśród użytkowników Linuksą taką grupę ciężko wybrać, ponieważ większość statystyk zliczających rodzaj systemu, omija Linuksa, którego zabezpieczenie nie pozwalają na identyfikację systemu. Wśród osób odwiedzających mojego bloga, statystyki Bloggera oszacowały liczbę odwiedzających go Linuksowsów na 1%, czyli tyle samo co użytkowników iPada (pozdrowienia). Użytkowników różnych wersji Windows w ostatnim miesiącu było ponad 29%, natomiast cała reszta została zakwalifikowano jako "other Unix", którym tak na prawdę Linux wcale nie jest. Zważywszy na tematykę bloga mogę przyjąć, że 99% tej grupy to użytkownicy korzystający z Linuksa (użytkowników OSXa można zresztą zidentyfikować częściowo za pomocą przeglądarki Safari), jednak takie maskowanie Linuksa świadczy, że wielotematyczne serwisy miały by już większy kłopot z podsumowaniem statystyk.

Załóżmy jednak, że Linux nie posiadałby tej nadnaturalnej zdolności i potrafiłby być łatwo rozpoznany. Tylko co wtedy z serwerami pracującymi pod tym systemem. One także byłyby widoczne w sieci dodając Linuksowi punktów w rankingu. Tylko, że właściciel serwera to żaden klient dla firm takich jak Adobe, więc cel takich statystyk, które z założenia mają poprawić opinię obecności Linuksa na rynku, by stał się widzialnym targetem dla firm produkujących zamknięte oprogramowanie.


I tu wracamy do Microsoftu. Przedstawione przez tę firmę statystyki określają pozycję Linuksa na rynku bardzo wysoko. Kilkunastoprocentowy udział daję mu przewagę nad OSXem od Apple. Trudno się nie oprzeć wrażeniu, że te badania zostały sfabrykowane przez Microsoft aby zachwiać pozycją Apple na rynku. Tym bardziej, że firma ta nie przedstawiła wiarygodnych źródeł swoich badań.

Apple w ostatnim okresie dość mocno zapisuje się w pamięci użytkowników komputerów. Czyni to przede wszystkim wszędobylską i nad miarę skuteczną reklamą. To prawdziwa konkurencja dla Microsoftu, który do tej pory nadrabiał złą opinię o swoich produktach właśnie popularnością. Popularnością, która sprawiła, że stał się monopolistą w swojej dziedzinie i w ten sposób związał wokół siebie wiele firm softwareowych. Kółko się zamyka. Ale nie na długo. Apple rzuciło rękawicę firmie Adobe w postaci bojkotu ich sztandarowego produktu czyli Flasha. Jest to dość niesamowita sytuacja ponieważ Apple nie ma wiele do zaoferowania w zamian (HTML5 nie jest jeszcze uznawany za wszechobecny standard na rynku IT). Steve Jobs ma jednak zapewne plan, który ma odwrócić zainteresowanie produktami Adobe, a tym samym odwrócić oczy od Windowsa. I nikt mu się nie sprzeciwi bo Jobs uznawany jest za wizjonera i jeśli coś powie to zapewne tak będzie, choć jest mało prawdopodobne ale taka jest właśnie siła marketingu i dobrze wykreowanej marki. Z tego właśnie powodu Microsoft obawia się Apple, podwyższając wartość Linuksa na rynku. Linux to żaden konkurent dla Microsoftu bo ... nie posiada rozbudowanego zaplecza marketingowego. Nie zdziwiłbym się, gdyby Microsoft, idąc za ciocem zadanym tymi statystykami nie namówił Adobe na stworzenie wersji Photoshopa dla Linuksa, wtedy pogrążyłby jeszcze bardziej "biedne" Apple, tylko że tego nie zrobi, bo drugie założenie marketingu Microsoftu jest takie, że pomimo dość dużej pozycji na rynku (z łaski Microsoftu) Linux jest tym ubogim dzieckiem dla którego nie ma specjalistycznych programów. I w ten sposób Ballmer zamyka całą politykę marketingową Windowsa tak pięknie ujętą w ich statystyce.

Jak to się ma do innych firm produkujących oprogramowanie. Zapewne pójdą za tym, kto da im większy zysk i będą go wspierać bo w ten sposób wspierają swój rynek zbytu. Tylko, że ekonomia nie lubi zarówno próżni jak i nie lubi dominacji. Ekonomia dąży do równowagi, którą dość łatwo jest ująć w słowa "krakowskim targiem". W czasach kryzysu, który ostatnio dość mocno dał się we znaki podmiotom gospodarczym widać to najlepiej. Firmy dość mocno przycinają swe fundusze na rozwój nowych trendów (np. portowania aplikacji na inne systemy), umacniając swą pozycję na już zdobytych terenach i prowadząc do dominacji. Z drugiej strony klienci tych firm (także dotknięci kryzysem) szukają tańszych rozwiązań np. wśród otwartego oprogramowania. I tu musi dojść do eskalacji dominacji np. przez podawanie zawyżonych statystyk (na które otwarte rozwiązania jak wspomniałem nie mają wpływu ze względu na kiepski marketing i ... nie uczestniczenie w nich). Taki monopol można tylko osiągnąć przez zdominowanie rynku na zasadzie, wszyscy nas już używają, więc chcąc wprowadzić tańsze rozwiązania liczcie się z tym, że wasi klienci poniosą koszty transformacji co podwyższy wartość waszych niby-darmowych produktów. Tylko, żeby takie słowa wypowiedzieć trzeba ciągle utrzymywać markę firmy, co wiąże się z coraz większymi nakładami funduszy na nią. Zapłacą za to oczywiście klienci, którzy złapali się w pułapkę marketingu i w dobie kryzysu uważają, że koszty poniesione z transformacją, pomimo że zwrócą się w przyszłości z nawiązką teraz są dla nich zbyt wysokie.

Ale ma to jedną wadę. Microsoft musi zabrać wokół siebie swoich dawnych sojuszników, którzy żądają w zamian także reklamy od Microsoftu. Faworyzując ich Microsoft musi w pewnym sensie odwrócić się od innych. I tu koło się zamyka. Te pomniejsze firmy nie mogąc sprostać konkurencji szukają zbytu na innych rynkach czyli także w świecie Linuksa. Dostępność na Linuksie słabszych ale stanowiących niezłą konkurencję dla analogicznych rozwiązań dominujących firm, prowadzi do sytuacji, że open-source nadal jest graczem na rynku firm szukających za jego pomocą oszczędności, a to znów prowadzi do zawężenia monopolu do innych kategorii programów niedostępnych pod Linuksem i reklamowanie ich jako główne przyczyny pozostania przy Windows.

Jak to się ma w praktyce? Linux od wielu lat nie jest już kalekim dzieckiem informatyki. Dostępność zamkniętych narzędzi dużych firm sterowniki NVidii, ATI/Radeon, Skype, produkty Google i wiele innych sprawiają, że nadaje się on do większości zastosowań desktopowych, czyli de facto dla większości użytkowników komputerów jest wystarczający. Jeszcze nie tak dawno wykazywano słabość programu TuxGuitar nad jego bardziej zaawansowanym, ale zamkniętym Guitar Pro. Od niedawna sprawa przycichła, ponieważ ... Guitar Pro jest już dostępny dla Linuksa. Podobnie ma się sprawa z programem Autodesk Maya. Program jest jednym ze znaczących produktów do tworzenia grafiki i animacji 3D (korzysta z niego min. wytwórnia Dreamworks) i także jest dostępna jego wersja dla Linuksa. Wraz z Blenderem (zdobywającym coraz większe uznanie za sprawą Big Buck Bunny,Elephant Dream, Sintel) tworzą w Linuksie dość dobry tandem wypełniający lukę na rynku profesjonalnego oprogramowania do 3D. Tylko, że wraz z premierą Autodesk Maya na platformy linuksowe nagle ucichła wrzawa na temat ograniczonego wachlarza oprogramowania Linuksa.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że warto walczyć o Photoshopa i spółkę i moja argumentacja to oczywiście potwierdza, tylko czy przełożyło się to jakoś na statystyki, czy ktoś zauważył, że dzięki opanowaniu wspomnianych sektorów przez Linuksa wzrosły jego notowania w statystykach, oczywiście, że nie. Nadal mamy ten przysłowiowy 1% lub dla bardziej optymistycznych 4%. Wątpię czy sprzedaż Guitar Pro lub Autodesk Maya na Linuksie jakoś podbudowała finanse ich developerów w stopniu, który pozwalałby na większe skupienie ich uwagi w dopracowywaniu portów tych produkcji. Powodem jest zbyt mała liczba specjalistów korzystających z Linuksa. Używają oni płatnego i przede wszystkim drogiego oprogramowania bo pozwala ono im zarobić na siebie i na zyski dla klienta. Taki klient może szukać oszczędności aby mieć jeszcze większy zysk, ale nie zrobi tego jeśli będzie to wiązało się z oderwaniem od pracy w celu konfiguracji nowego systemu. I tu Microsoft wyciąga do niego rękę w postaci supportu, który jaki jest każdy wie, ale jednak jest to support, a tego deweloperzy Linuksa nie mogą mu zapewnić. W ten sposób grafik komputerowy musi się nauczyć także innych dziedzin informatyki, a to już stopuje jego dotychczasowe zajęcia. Z tego powodu dla specjalisty ważny będzie mniejszy zysk, który nadal jest zyskiem, a strata czasu na walkę z Linuksem to też strata pieniędzy, których nie zarobi swoją właściwą pracą. I tak zamykamy kolejne błędne koło.

Z tego powodu szukanie klientów-specjalistów w tej chwili jest dla mnie stratą czasu i tylko przysparza mu wrogów, bo problemy jakie mają ci klienci z Linuksem odbija się na jego opinii, która kształtuje jego wizerunek na przyszłość. Trzeba tu zaznaczyć, że specjaliści są większymi autorytetami kształtowaniu poglądów niż anonimowa masa w postaci społeczności open-source. Z tego powodu należałoby szukać klientów we wspomnianym wcześniej sektorze "użytkowników niedzielnych", którzy Linuksa używają sporadycznie i tylko do zastosowań desktopowych: edycja dokumentów, przeglądanie internetu, poczty, komunikacja i tp. I w tym sektorze łatać błędy Linuksa, jak na przykład wspomniany przeze mnie niedostateczny support. Taka spora masa może w znacznym stopniu przyczynić się do popularyzacji tego systemu na wyższych szczeblach.

Wróćmy jeszcze na chwilę do statystyk. Wspomniałem, że statystyki mogą w wielu przypadkach być błędne albo po prostu zmanipulowane. Uczestnictwo Linuksa na liście systemów operacyjnych na świecie zawiera się często w zakresie błędu statystycznego. Zważywszy, że ma on w tej chwili 4% udziału wg. statystyk może mieć równie dobrze 1% jak i 7% taki jest po prostu rozrzut błędu statystycznego. Nie należy się opierać więc na liczbach podawanych przez statystyki. Jest jednak coś co jest bardzo pomocne w obliczeniach statystycznych, są trendy.


Posłużę się w tym przypadku witryną W3schools. Nie jest ona bynajmniej dość dobrą wykładnią jeśli chodzi o badanie na grupie reprezentatywnej. Jest jednak dość popularna. Osoby ją odwiedzające to głównie te które pracują nad tworzeniem stron internetowych. Więc dość świadoma grupa użytkowników komputerów. Strona prowadzi swoje statystyki na podstawie logów odwiedzających ją osób. Jak wspomniałem nie jest to grupa reprezentująca cały rynek IT, ale wśród niech znajdują się głównie webmasterzy, którzy z racji wykonywanej pracy nie ulegają trendom i świadomie wykorzystują komputer w pracy. Liczby procenty podane w zestawieniu nie mają więc dla nas znaczenia, choć pokrywają się ze innymi statystykami (wg. nich Linux ma ok 5% udziału). Badania są prowadzone od siedmiu lat. W tym czasie można zauważyć stopniowy wzrost zainteresowania Windowsem XP, jednak od 2008 roku nieznacznie jego pozycja została zachwiana przez Vistę, a od niedawna oba te systemy zaczęły tracić na rzecz Windowsa 7, przy czym wista straciła ponad połowę użytkowników od czasu najwyższych jej notowań. Sytuacja Windowsa jest wszystkim znana i wszyscy wiedzą o powodach popularności wszystkich wersji tego systemu. Na tle tych statystyk można także zaobserwować sytuację Linuksa i OSXa. Tu sytuacja wygląda zgoła inaczej. Oba systemy nie biorą raczej walki pomiędzy systemami z rodziny Windows i nie dotyczą ich zachwiania proporcji w tym sektorze wraz z wprowadzeniem nowego gracza na rynek i pomimo, że zarówno XP jak i Vista tracą na rzecz Windowsa 7 muszą tracić użytkowników także na rzecz Linuksa i OSXa, którzy w całym okresie przejawią trend wzrostowy od ok 2% w roku 2003 do 4.6% Linux i 7.2% Mac. Pozwala to sądzić, że pozycja obu systemów będzie się kształtowała podobnie przez następne lata z dodatnim czynnikiem wzrostowym, czyli co roku będzie przybywać znacznie więcej użytkowników niż to było w latach ubiegłych. Sytuację tę rozbić by mogło tylko wymyślenie przez Microsoft super-systemu spełniającego wszystkie oczekiwania użytkownika, a na to się nie zanosi.

Warto zwrócić uwagę na gwałtowny wzrost zainteresowania systemem od Apple, który dopiero w tym roku odbił się popularnością od Linuksa. Związane to jest z rosnącą popularnością tego systemu przez szeroko zakrojoną kampanię marketingową i zdobywające fanów gadgety Appla, budujące markę tej firmie także na desktopach.

W takiej sytuacji jak ta duże firmy mogą przeprowadzić symulację kształtowania się rynku w przyszłości i na tej podstawie opracować swoją politykę ekonomiczną. Nie liczą się tu konkretne liczby, liczy się ich zachowanie w czasie dość długiego okresu, poparte wydarzeniami jakie się w tym okresie działy. Akurat z tych statystyk wynika, że w przyszłości dość dobrym klientem będzie Apple, że nie warto interesować się XP i Vistą, że królem dominatorem będzie Siódemka, a w tej walce Linux będzie zaznaczał swoją pozycję, co prawda nie za szybko, ale dość stabilnie aby być brany pod uwagę. Zauważcie, że Linux nigdy w ciągu roku nie spadał poniżej najwyższej pozycji wytyczonej w roku ubiegłym, właśnie to świadczy o trendzie wzrostowym.

Tym miłym akcentem chyba już czas kończyć ten artykuł. Miało być krótko a wyszło jak zawsze. Następnym razem będzie o Trollach, FUD, marketingu wirusowym i itp.

Przypominam, że ten artykuł jest już czwartym w serii, wcześniejsze znajdziecie pod adresami:

http://konqiklub.ubucentrum.net/2010/09/promolinux-cz-1-gnu.html

http://konqiklub.ubucentrum.net/2010/10/promolinux-cz-2-gnulinux.html

http://konqiklub.ubucentrum.net/2010/10/promolinux-cz-3-koszt-zamknietych.html

=-=-=-=-=
Powered by Blogilo