wtorek, 18 stycznia 2011

PromoLinux cz. 11 - Pożegnanie z GNOME?

Steve Jobs to bardzo charyzmatyczna postać. Właściwie można by zasugerować, że firma Apple mogłaby nosić nazwę Jobs Company, a ich oprogramowanie sprzedawałoby się o wiele lepiej. Jest w tym duża zasługa Pana J. i jego niezłomnej postawy wobec polityki firmy. Krótko mówiąc Jobs może pozwolić sobie na powiedzenie, że w oprogramowaniu od Apple nie ma miejsca dla Flasha i wszyscy muszą się z tym pogodzić, przestawiając się no wskazane przez swojego Proroka trendy. Czy człowiek, którego system posiada ok. cztero-procentowy udział na rynku może sobie pozwolić na takie decyzje? Oczywiście, że może! Steve pokazał, że potrafi cztery procent zyskać jednym kiwnięciem palca i deweloperzy oprogramowania muszą się z nim liczyć, albo okaże się po roku, że pracują już z przestarzałymi standardami.


Mark Shuttleworth często jest porównywany do Jobsa. Według mnie jest to porównanie niezbyt trafione. Zobaczmy na przykładzie jakby wyglądała decyzja o usunięciu Flasha z Ubuntu w kolejnych wersjach testowych:
  • w następnym wydaniu Ubuntu nie będzie obsługi Flasha tylko HTML5
  • ze względu na słabe wsparcie HTML5, powróci Flash i będą obsługiwane oba standardy
  • HTML5 będzie w pełni obsługiwane dopiero za kilka wydań i w tej chwili będzie dostępne tylko z backportów
  • ze względy na brak miejsca na CD nie będzie HTML5 w przyszłym wydaniu
Oczywiście przykład z HTML5 ze względu na jego charakter jest bezsensowny, za to doskonale tłumaczy politykę Canonical. Mark lubi rzucać propozycjami nowości na lewo i prawo tylko jego deweloperzy mają problemy w wprowadzeniu jego koncepcji w życie. Nie zliczę już "obiecanek" jakimi Canonical raczył mnie przez kilka ostatnich lat. Niestety w związku z tym, że jakoś nie mogłem się już doczekać, wybrałem KDE i wcale tego nie żałuję. Ubuntu z każdym wydaniem stacza się. Zaczyna być coraz bardziej ociężałe i przede wszystkim niestabilne w porównaniu z innymi dystrybucjami i co najgorsze z poprzednimi wersjami. Kilka miesięcy przed wydaniem nowej wersji nadal można usłyszeć głosy, że ostatnią dobrą wersją Ubuntu było wydanie sprzed roku.

Dziś jestem po przeczytaniu artykułu Marka S. o szukaniu miejsca na CD dla aplikacji Qt. Jak bumerang powróciły do mnie moje własne słowa pisane w: Quo vadis Canonical? i Bye, bye GNOME. Słowa, które powoli (w związku z ostatnimi wydarzeniami) staja się powoli prorocze. Dla mnie staje się powoli jasne to, że Canonical powoli rozstaje się z GNOME i teraz nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Żeby jednak to dostrzec trzeba się wrócić kilka lat wstecz.
Młodsi użytkownicy Linuksa zapewne nie wiedzą, ale jeszcze kilka lat temu to KDE było najpopularniejszym środowiskiem dla Linuksa. Nie było w tym nic dziwnego, bo było to w praktyce jedyne kompletne środowisko. Niestety KDE nie było po myśli deweloperów Open Source, bo o ile samo środowisko było projektem otwarto-źródłowym to już framework na podstawie, którego ono powstało już nie. W ten sposób zrodziła się się idea GNOME - środowiska opartego da otwartych bibliotekach GTK. GNOME jednak nie zamieszało na scenie linuksowej i KDE było równie chętnie wybierane przez użytkowników co GNOME, a nawet było znacznie częściej chwalone za swoje dopracowanie.

Kluczem do popularności było pojawienie się nowego gracza na rynku, czyli Canonical. Siedem lat temu spotkał się on z deweloperami GNOME i zaproponował współpracę nad nowym projektem, który miał się opierać wyłącznie na ich środowisku. Wyłącznie jest tu ważnym słowem, ponieważ pomimo istnienia innych projektów Canonical, są one opracowywane w ramach społeczności, a wkład Canonical jest raczej na poziomie finansowym niż deweloperskim. W ten sposób zaczęła się wielka kariera GNOME wsparta tym co środowisko Open Source nie mogło mu zapewnić, czyli marketingiem.

W międzyczasie KDE przechodziło kryzys w postaci transformacji do czwartej wersji środowiska. w tym czasie pozbyło się zamkniętych zależności po przejęciu Qt przez Nokię i uwolnieniu wersji tego frameworka dla Linuksa. KDE straciło jednak wielu swoich wielbicieli na rzecz GNOME co było wynikiem niestabilności pierwszych wersji środowiska. Wkrótce jednak użytkownicy GNOME zaczęli zazdrosnym wzrokiem spoglądać na nowy wygląd i głośno wyrażać swoją opinię o zastoju GNOME na polu innowacji, które stały się także udziałem Windowsa.

Fakt GNOME dominowało jedna zasadniczą cechą - stabilnością, problem w tym, że stabilność środowiska, a całego systemu do dwie różne rzeczy i często użytkownicy Ubuntu nie mogli docenić tej przysłowiowej stabilności GNOME. Canonical chciał jednak naprawić sytuację zastoju w rozwoju GNOME, prezentując własne pomysły. Pomysły te nie były jednak do zaakceptowania przez deweloperów GNOME, którzy w ramach nowej wersji środowiska wybrali projekt GNOME Shell opracowany przez Red Hata.

Według mnie był to poważny kryzys dla Canonical. Ubuntu po krótkim sukcesie i popularności związanej ze złą prasą Visty, nie okazało się takim sukcesem na desktopach jak początkowo sądzono, a Microsoft zaczął odzyskiwać rynek za pomocą Se7en. Mark wiedział, że desktopów nie da się już odzyskać albo raczej zwojować i zwrócił się w kierunku urządzeń bardziej mobilnych, zaczynając od netbooków i zwracając się w kierunku tabletów.
To były chyba najbardziej kontrowersyjne decyzje, które wzbudziły krytykę fanów. Nowy interfejs, czyli Unity w ogóle nie był dostosowany do dużych ekranów. Narzekano też na zbyt duże obciążenie w kwestii wykorzystania zasobów komputera i częste błędy. To oczywiście opinie o wersji rozwojowej ale trzeba przyznać, że Canonical ma dość krótki okres czasu na naprawienie tych nieścisłości, a teraz po ostatnich słowach Marka śmiem twierdzić, że w ogóle nie zamierzało tego zmieniać.

Co oznacza "nowa" decyzja Marka dla użytkowników Ubuntu? Przede wszystkim tzw. "zwalnianie miejsca" może oznaczać brak tego miejsca dla standardowego GNOME, którym użytkownicy mogliby zastąpić Unity. Canonical będzie musiał wybrać mniejszą liczbę dostępnych na liście wyboru powłok ponieważ wkrótce dołączy do listy także GNOME Shell i Unity 2D co doprowadzi do tego, że użytkownik będzie czuł się zagubiony w kwestii wyboru. Zapowiedź nowych programów Qt w zestawie także może doprowadzić do największych dyskusji, które już wcześniej dochodziły na tym polu.

Mark dużo mówi o dconf. Przy okazji mówi także o tym, ze w tej chwili nie ma szans na programy KDE w Ubuntu bo te nie współpracują z tym systemem. Tu powinni odezwać się ci, którzy wcześniej zarzucali KDE ociężałość. Fakt programy KDE kiepsko chodzą w innych środowiskach ponieważ są głęboko zintegrowane we własnym ekosystemie. Pracę nad dconf świadczą, że takie rozwiązanie jest jak najbardziej prawidłowe. Jest tylko jeden problem, taki system najlepiej działa w ramach jednego tool-kitu i wyraźnie to widać na przykładzie Chakry, która pokazała, że problem ciężkości leży w mieszaniu bibliotek różnych frameworków i tu nowe Ubuntu daje ciała na całej linii. Mono, Python, GTK+, Qt zmieszane razem w jednym zintegrowanym systemie współpracy - to się nie może udać. Canonical będzie się musiał zdecydować na dominację jednego z frameworków i na podstawie ostatnich wydarzeń jasne już jest co to będzie.

Faktem jest, że o GNOME powoli się zapomina. Środowisko te posiada jednak jeszcze wiele rozwiązań, z których Canonical prędko nie zrezygnuje. GNOME nie będzie jednak promowane przez najpopularniejszy system linuksowy na rynku. Promowane będzie Qt i co najważniejsze QML, które jest bardzo związane z KDE. Z tego powodu nie należy się dziwić protestom deweloperów GNOME jako reakcji na podjęte przez Canonical kroki. Wśród protestujących znaleźli się przede wszystkim deweloperzy, którzy byli na spotkaniu z Markiem Shuttleworthem, w jego londyńskim mieszkaniu, które zainicjowało powstanie Ubuntu na bazie GNOME. Deweloperzy GNOME narzekają zresztą na problem współpracy z Canonical. O ile praca nad projektami Open Source, w tym GNOME, prowadzona jest na ogólnie znanych wszystkim zasadach o tyle praca nad Unity wymaga już podpisania umów kontrybutorskich i związanych z tym nieścisłości związanych z prawem autorskim do opracowywanych projektów. Na umowy z Canonical narzekają też zresztą deweloperzy KDE co dość jednoznacznie brzmi w zestawieniu powodów transformacji Ubuntu podawanych przez Marka i kwestii o tym, że to ciągle oprogramowanie Open Source.

Raczej nie ma co liczyć, że Ubuntu wkrótce przejdzie na KDE SC. Akurat te środowisko ma zbyt wiele do zaoferowania w kwestii otwartych projektów aby Mark widział w nim jakieś luki, które mogą zostać wykorzystane do zarabiania pieniędzy. Według mnie Unity podąży śladem MeeGo, a w konsekwencji Androida. Pytanie tylko, czy w trakcie tej transformacji nie straci zbyt wielu użytkowników, którzy do tej pory stanowili podstawę popularności tego systemu. Także w kwestii lepienia dziwolągów złożonych z najlepszych na rynku części, choć niekoniecznie ze sobą razem dobrze działającymi, Ubuntu nie stanie się najgorzej działającym systemem z Linuksem na pokładzie? A GNOME? Cóż GNOME pozostanie zaszczytne miejsce obok xfce, LXDE - świetnych i szybkich środowisk, ale mniej popularnych.