czwartek, 24 marca 2011

Linux, sprzęt i gry

Ostatnio spotkała mnie niemiła niespodzianka w postaci śmierci karty graficznej. Muszę przyznać, że ponad cztery lata to dość długi okres życia jak na standardy żywotności współczesnego sprzętu komputerowego. W każdym razie ten sam model u mojego kolegi (składaliśmy nasze zestawy razem z tych samych podzespołów w tym samym czasie) padł już rok wcześniej i myślę, że nie ma tu znaczenia to, że używa on cały czas Windowsa. Mojego wysłużonego GeForce 8800 GTS żegnam więc bez bólu w sercu. Sytuacja zmusiła mnie więc do wizyty w zaprzyjaźnionym serwisie po potwierdzenie diagnozy, gdzie nabyłem tymczasowy zamiennik (dopóki nie kupię czegoś lepszego) i tu pojawił się temat na mój nowy artykuł.

Nabyty przeze mnie zamiennik to GeForce 9600 GT, czyli jakby nie patrzeć model o podobnych parametrach co poprzednik. Oba doskonale radzą sobie z desktopowym KDE SC, a w przypadku Windowsa na granie nawet w najnowsze tytuły gier i to wcale bez potrzeby wyłączania większości efektów. I tu dochodzimy do meritum - oba modele nie są już dostępne w żadnym sklepie, a ich nabycie jest możliwe tylko z "drugiej ręki". W tym czasie firma NVidia wypuściła już chyba trzy nowe serie swoich układów graficznych, które jak widać teoretycznie do szczęścia nie są mi potrzebne.

Zmierzam więc do tego, że teoretycznie producentom sprzętu nie zależy na wspieraniu Linuksa, ponieważ ten ... zabija ich przemysł. Trudno nie zgodzić się z tą teorią biorąc nawet pod uwagę używane przeze mnie KDE SC. Czasy w których te środowisko było łase na zasoby komputerów już odeszły w niepamięć, a nawet wtedy wcale nie potrzebowaliśmy do jego obsługi komputera z kosmosu. KDE jednak z każdym wydaniem staje się coraz lżejsze co sprawia, że tak jak w moim przypadku, sprzęt zakupione kilka lat temu teoretycznie staje się szybszy niż był tuż po zakupie. Po co mi wiec te wszystkie nowe modele, które ukazały się w ciągu ostatnich czterech lat?

Co innego Windows. Data "powstania" mojego zestawu związana jest z premierą Windows Vista i muszę przyznać, że nawet na dość dobrym w tamtych czasach sprzęcie dało się zauważyć powolność tego systemu w stosunku do XP-ka. Niestety muszę przyznać, że w przypadku Se7en sytuacja się niewiele poprawiła, ą osoby które wychwalają działania tego systemu w stosunku do Visty maja już zapewne lepszy sprzęt niż w momencie premiery tego drugiego systemu. Duże znaczenie ma też działanie gier, które w przypadku DX-a 10 wymagały dwukrotnie większej ilości RAM niż ta sama wersja dla XP. Dużo emocji budzi także przyszły system Microsoftu, który będzie oznaczony numerem 8. Według zapowiedzi ma on posiadać autorski pulpit Wind, który zastąpi "wysłużonego" Aero min. efektami 3D. Pulpit ma jednak działać tylko na maszynach wyposażonych w procesory 64 bitowe co sugeruje, że zapotrzebowanie na pięć zwiększy się nawet do 3 GB RAM i więcej. Oczywiście układy 32 bit nadal będą wspierane tylko, że nie będzie dane ich użytkownikom podziwiania "nowości" pulpitu Ósemki. Podsumowując - Windows wspiera sprzedaż nowych części komputerowych, a Linux nie.


Kwestia wprowadzania okrojonego pulpitu dla słabszych maszyn ma tu dodatkowe dno. Pamiętam jeszcze jak półtora roku temu zapowiadano rychłe panowanie netbooków. Właściwie nic nie stało na przeszkodzie aby tak się stało. Netbooki pomimo dość słabego sprzętu były wystarczające do większości zadań nie związanych z graniem i edycją grafiki. Zresztą do tych zadań poważną przeszkodą był sam rozmiar takich urządzeń, a zwłaszcza ich ekranów. Dodatkowo netbooki wygrywały mobilnością nawet z laptopami. Co się więc stało? W tym momencie do głosu doszły umowy jakie posiadali producenci sprzętu z Microsoftem.

Nie będę tu snuł kolejnych teorii spiskowej. Faktem jest jednak, ze Microsoft potrafi doskonale wykorzystać swój monopol aby go jeszcze bardziej pogłębiać. We wspomnianym przypadku Microsoft jak zwykle dość późno obudził się na wieść o dostępności nowych rozwiązań na rynku IT. Przestarzały XP nie był przygotowany do wygodnego używania na małych ekranach, a sam Microsoft nie chciał dodatkowej dystrybucji tego systemu, gdyż powoli już z niego rezygnował na rzecz Se7en. Vista pozostawiła po sobie zbyt duży niesmak, aby stosować ja na tak słabych urządzeniach. Pozostaje więc właśnie Se7en. Jednak on też nie należy do lekkich systemów. Postanowiono więc okroić Siódemkę z efektów Aero i dodawać ja pod kryptonimem Starter, która wyglądała jak jedna z amatorskich modyfikacji wyglądu XP-ka. Przy takich cyrkach użytkownicy poczuli się oszukani, że postawiono ich pozycji testerów nowych technologii, a nie gotowych rozwiązań. Sytuację uratowała trochę platforma NVidii ION, która sprawiła, że korzystanie z Windowsa na netbookach stało się w miarę wydajne. Tylko, że w momencie premiery wydajnej platformy NVidii rynek zalany był sprzętem opartym na Intelu. Gwałtowne obniżenie prawie o połowę ceny wydajniejszego ION do standardów cenowych netbooków spowodowałoby obniżenie ceny pozostałego sprzętu poniżej wartości wytworzenia. Dobrego netbooka dla Windows można więc było kupić za ok. 1800 zł. W tej cenie można było kupić laptopa ze znacznie lepszą konfiguracją i bardziej wydajnego, że o możliwości grania na takim sprzęcie nie wspomnę. Tu należy jeszcze zaznaczyć, że ION był tak wydajny, że działał na nim już Se7en w wersji Home Premium, a nie jego okrojona wersja.

Gdzie są dziś netbooki? Chyba każdy się ze mną zgodzi, że powoli ta technologia odchodzi w niepamięć. Nie wspominam tu o nettopach, które były tylko krótkim epizodem w historii komputeryzacji. Gdzie w tym momencie był Linux? Dystrybutorzy Linuksa przedstawili wiele wydajnych rozwiązań dla netbooków, problem w tym, że dystrybutorzy sprzętu nie byli nimi w ogóle zainteresowani. Na przeszkodzie zdobywania rynku stał brak sterowników za które odpowiedzialni byli producenci sprzętu, którzy woleli wspierać jednak Windowsa, który moim zdaniem zabił tę technologię. Linux miał szansę uczynić z netbooków sprzęt, który mógłby przejąć rynek laptopów. A ciągłe wsparcie dla takiego sprzętu i praca nad optymalizacją sprawiła by, że takich komputerów można by używać latami, a nie tylko na kilka lat do czasu pojawienia się nowej technologii. Dla kogoś kto produkuje sprzęt tylko na czas zakończenia terminu jego gwarancji. I tu pojawia się pytanie: czy Microsoft ma jakieś plany wsparcia netbookowej technologii w ósmej edycji systemu?

Producentom sprzętu nie zależy więc na wsparciu Linuksa skoro ten potrafi utrzymać przy życiu taki sprzęt przez długie lata, czyli czas gdy nie będą wspierane nowe modele. Nie ulega wątpliwości, ze machinę ewolucyjną Microsoftu napędza też rynek gier. Nowe gry, nowe wersje DX i przede wszystkim nowe karty graficzne to trzy elementy tego systemu, które wzajemnie się stymulują. Na rynku tym namieszały sporo konsole. Premiera Playstation 3 miała miejsce miej więcej w okresie, w którym składałem swój zestaw komputerowy. W tym czasie cena konsoli spadła o około 600 zł czyli tyle samo ile zapłaciłem za moją pechową kartę graficzną. Osoby, które twierdzą, że konsole wymienia się częściej niż sprzęt komputerowy będą zaskoczeni faktem, że obecnie nadal najlepiej wspieranym sprzętem przez producentów gier jest poprzednia generacja sprzętu, czyli Playstation 2. Wersja z numerem 3 będzie jeszcze długo rządziła na rynku, a o jej następcy nic nie słychać puki co. Producenci nie ukrywają, że konsole są głównym źródłem ich utrzymania. Premiery na PC ukazują się często jak gra już zarobi na siebie na konsolach i jest szansa, że jej renoma sprawi, że sprzedaż będzie bardziej zyskowna niż starty związane z piractwem.

Jak dla mnie obliczenia są proste. Zwykłemu użytkownikowi bardziej opłaca się utrzymywać przestarzały sprzęt + konsola, niż ciągły upgrade PC Windows dla potrzeb gier i systemu. Ktoś może mi zarzucić, ze ceny gier na PC są o wiele mniejsze. Śmiem stwierdzić, że nie jest to prawda. Po pierwsze jest to związane tylko i wyłącznie z piractwem. Użytkownik zdaje sobie sprawę, że zakup "tylko oryginałów" na konsole drożej go wyniesie niż piracenie na Windows wybiera wiec tę drugą platformę jako tańszą. Ceny nowości PC i PS3 są porównywalne i nawet różnica 50 PLN nie sprawi, że przeciętnego ucznia nie będzie stać na zakup kilku takich gier w przeciągu miesiąca. Zmuszony jest wiec do piracenia i w ten sposób nie jest brany w rozrachunkach producenta gier, albo wymiany z kolegami i tu staje w tej samej sytuacji co jego konsolowy kolega. Osobiście jestem osobą dość zajętą i na gry mam niewiele czasu. Jednak nawet w dość wąskiej grupie znajomych z Playstation 3 mam dostęp do większości nowych tytułów, co w przypadku młodzieży uczącej się sugeruje mi, ze taki rynek może być dziesięciokrotnie większy. Ktoś powie, ze tak nie zyskują producenci gier na konsolę, to proponuję ich o to zapytać z czego mają większy zysk.

Rynek gier na Linuksa to dla mnie w tej chwili marzenie ściętej głowy. Przede wszystkim jeśli chodzi o sprzęt komputerowy klasy PC musiałby na nim istnieć duży rynek piractwa aby zdobył on zainteresowanie młodzieży. Zyski producentów gier z Linuksa byłyby wprost proporcjonalne z zyskami piractwo. Dodatkowo dochodzi wspomniana oszczędność sprzętu. Użytkownicy Linuksa często pamiętają jeszcze takie marki jak Athlon lub Sempron, które na współczesnych produkcjach nie robią większego wrażenia. Linux musiałby napędzać, wiec rynek sprzętu potrzebnego do obsługi nowych tytułów. Linuksiarze są skłonni więcej wydać na gry, ale nie więcej niż sto złotych co znacząco ogranicza ich do gier typu World of Goo, czy Osmos do których możemy przysiąść w każdej chwili i potem powrócić do codziennej pracy. Nie są to jednak produkcje typu World of Warcraft, które wymagają od gracza całkowitego oddania się grze i tym samym sprawiają, że Linux w takim wypadku służyłby tylko do uruchomienia tytułu.

Linuksiarze to przede wszystkim osoby, które poznały możliwości PC i wiedzą, że nie jest to tylko tańsza (piracka) wersja konsoli. Wybór Linuksa jest dobrowolny, a nie wynikiem panującego monopolu. Świadomość ta wzrasta także w sektorach związanych z biznesem, gdzie liczy się wygoda, a ciągły wyścig zbrojeń. Biznes ma w nosie także rynek gier, pomijając gry typu Pasjans, gdzie Linux jest akurat dobrze reprezentowany, ktoś kto używa komputera do pracy nie ma zamiaru używać go po powrocie do domu. On chce usiąść przed telewizorem i ... odpalić konsolę. Z przyjemnością zauważam, że takich osób jak ja jest coraz więcej.

Windows ponad cztery lata temu zmusiłby mnie do upgradu sprzętu dla Visty. Teraz sugeruje, żebym przygotował się do następnego pod Windows 8. Podczas gdy przez ten czas siedzę na tandemie Linux + konsola (od niedawna) i myślę, ze jeszcze przez długie lata nie będę szczęśliwym klientem żadnego z producentów sprzętu skoro nawet zamiennik zepsutej karty graficznej za 100 PLN jest dla mnie wystarczający i to dla najbardziej (według niektórych) łasego środowiska linuksowego.